Najważniejsze fakty w skrócie
- ETF na rynki wschodzące daje ekspozycję na setki lub tysiące spółek z krajów rozwijających się, zwykle w ramach jednego instrumentu.
- Największa część portfela takich funduszy siedzi dziś w Azji, zwłaszcza w Tajwanie, Chinach i Indiach.
- Przy wyborze patrz przede wszystkim na indeks, koszt całkowity, replikację, walutę notowania oraz to, czy fundusz akumuluje dywidendy.
- To nie jest rozwiązanie dla kogoś, kto chce niskiej zmienności. W kryzysach takie indeksy potrafią spaść bardzo mocno.
- Dla inwestora z Polski liczą się też koszty przewalutowania i to, czy ETF jest faktycznie dostępny na platformie, z której korzysta.
Czym są ETF-y na rynki wschodzące i co kupujesz razem z nimi
ETF na rynki wschodzące to fundusz notowany na giełdzie, który odwzorowuje indeks akcji z krajów rozwijających się. W praktyce kupujesz więc nie jedną spółkę ani nawet jeden kraj, tylko gotowy koszyk zbudowany według zasad konkretnego indeksu. Najczęściej są to fundusze akcyjne, a nie obligacyjne, więc ich zachowanie zależy od giełd, wyników spółek, polityki monetarnej i nastroju wobec danego regionu.
Jak pokazuje MSCI, jego indeks emerging markets obejmuje spółki z segmentu large i mid cap oraz pokrywa około 85% free-float-adjusted market capitalization w każdym kraju. To ważne, bo oznacza, że nie jest to przypadkowa lista firm, ale selekcja zaprojektowana tak, by oddać dużą część rynku. W aktualnej wersji indeks ma 1 204 składniki, więc mówimy o szerokiej ekspozycji, a nie o kilku nazwach z pierwszych stron gazet.
Największy błąd początkujących polega na myśleniu, że taki ETF daje „całe rynki wschodzące” w równych proporcjach. W rzeczywistości to zawsze filtr metodologii: jedne indeksy biorą tylko duże i średnie spółki, inne dorzucają small capy, a jeszcze inne inaczej klasyfikują kraje. Dlatego dwa fundusze z podobną nazwą potrafią mieć odmienny skład i inną wrażliwość na kryzysy.
To prowadzi do pytania, co właściwie siedzi w środku takiego koszyka i dlaczego często jest bardziej azjatycki, niż wielu inwestorów zakłada.
Co siedzi w takim funduszu naprawdę
Jeżeli ktoś wyobraża sobie emerging markets jako równy miks świata, zwykle szybko zderza się z rzeczywistością. W praktyce portfel jest mocno skoncentrowany na kilku gospodarkach i kilku bardzo dużych spółkach technologicznych oraz finansowych. Z danych Vanguard dla jednego z dużych ETF-ów na FTSE Emerging Markets wynika, że sama trójka: Chiny, Tajwan i Indie odpowiada za 74,29% portfela. To mówi więcej niż długa definicja.
| Kraj | Udział w funduszu | Co z tego wynika |
|---|---|---|
| Chiny | 29,37% | Największy pojedynczy rynek, ale też źródło ryzyka regulacyjnego i politycznego. |
| Tajwan | 28,96% | Bardzo silna ekspozycja na półprzewodniki i łańcuch dostaw technologii. |
| Indie | 15,96% | Rynek rosnący, ale nadal mocno zależny od wyceny i nastroju globalnego kapitału. |
| Brazylia | 4,96% | Widoczna, lecz już wyraźnie mniejsza część portfela. |
| RPA | 3,92% | Dodaje dywersyfikacji, ale nie jest głównym motorem wyniku. |
| Arabia Saudyjska | 3,38% | Wnosi ekspozycję na inny typ gospodarki i inny profil surowcowy. |
W tym samym funduszu największe pozycje to między innymi Taiwan Semiconductor Manufacturing, Tencent i Alibaba. Sam Taiwan Semiconductor ma 15,65% udziału w portfelu. To ważna lekcja: ETF na rynki wschodzące nie jest równomiernym koszykiem wszystkich „wschodzących” firm, tylko strukturą zbudowaną wokół kilku gigantów. Jeśli ktoś szuka szerokiej ekspozycji na wzrost globalny, to wciąż dobry instrument. Jeśli jednak oczekuje pełnego rozproszenia ryzyka, może się zdziwić.
W praktyce właśnie dlatego warto przejść od pytania „co to jest?” do pytania „jak wybrać właściwy fundusz?”.
Jak wybrać fundusz, który naprawdę pasuje do portfela
Gdybym miał wybierać tylko po nazwie, ryzykowałbym zakup czegoś, co wygląda podobnie, ale działa inaczej. Ja patrzyłbym na pięć rzeczy: indeks, replikację, politykę dywidendową, koszt całkowity i płynność. UCITS to przy tym europejski standard funduszu detalicznego, więc dla inwestora z Polski zwykle jest to naturalny punkt odniesienia.| Co sprawdzić | Na co zwrócić uwagę | Dlaczego to ważne |
|---|---|---|
| Indeks | MSCI EM, FTSE Emerging, MSCI EM IMI | Od indeksu zależy, czy dostajesz tylko large i mid cap, czy także mniejsze spółki. |
| Replikacja | Physical albo synthetic | Physical oznacza zakup akcji lub ich próbkowanie, synthetic korzysta z instrumentów pochodnych. |
| Dywidendy | Accumulating albo distributing | Akumulacja reinwestuje wypłaty, dystrybucja daje gotówkę na konto. |
| Koszt całkowity | TER/OCF, spread, przewalutowanie, prowizja brokera | Najniższy TER nie zawsze oznacza najtańszy zakup w praktyce. |
| Płynność i wielkość | Aktywa funduszu, liczba składników, obrót na giełdzie | Wpływa na spread i wygodę wejścia oraz wyjścia z pozycji. |
Przykładowo iShares MSCI EM UCITS ETF w wersji accumulating ma TER 0,18%, a Vanguard FTSE Emerging Markets UCITS ETF w wersji accumulating ma OCF 0,17%. Z kolei iShares Core MSCI EM IMI UCITS ETF, czyli wariant szerszy o małe spółki, również ma koszt 0,18% i ponad 3 100 składników. To pokazuje, że różnice między funduszami nie sprowadzają się do jednego parametru. Czasem ważniejszy okazuje się zakres indeksu niż sama opłata roczna.
Jeśli miałbym dać jedną praktyczną radę, wybrałbym szeroki, tani, fizycznie replikowany ETF w wersji accumulating i dopiero potem zastanawiał się, czy potrzebuję dokładnie większej ekspozycji na small capy. Dla wielu osób to wystarczy. Nie każdy portfel potrzebuje najbardziej rozbudowanego wariantu indeksu.
Po wyborze funduszu zostaje jednak najważniejsze pytanie: jakie ryzyka faktycznie bierzesz na siebie, kiedy kupujesz taką ekspozycję?
Jakie ryzyka są tu naprawdę największe
Rynki wschodzące potrafią wyglądać atrakcyjnie na slajdzie z długim horyzontem, ale w praktyce bywają brutalne w okresach odpływu kapitału. Największy błąd to mylenie potencjału wzrostu z niskim ryzykiem. To są dwa różne tematy.
- Koncentracja krajowa i sektorowa - jeśli trzy gospodarki robią ponad 70% portfela, nie ma mowy o równomiernym rozproszeniu ryzyka.
- Ryzyko walutowe - ekspozycja dotyczy nie tylko waluty notowania ETF-u, ale też lokalnych walut firm z portfela i kursu, po jakim przewalutowuje broker.
- Ryzyko polityczne i regulacyjne - ograniczenia dla kapitału, zmiany podatkowe, interwencje państwa albo napięcia geopolityczne szybko przekładają się na wyceny.
- Głębokie obsunięcia - historycznie MSCI EM miał maksimum obsunięcia na poziomie 65,25% w okresie 2007-10-29 do 2008-10-27.
- Tracking difference - to różnica między wynikiem ETF-u a wynikiem indeksu; nawet tani fundusz nie musi idealnie kopiować benchmarku.
Warto też pamiętać o płynności. Bardzo duży ETF zwykle handluje się łatwiej, ale nawet wtedy spread bywa istotny, zwłaszcza poza głównymi godzinami sesji. Często to właśnie spread i przewalutowanie zjadają większą część oszczędności, które w teorii daje niski TER. Dlatego patrzę na koszt całościowy, a nie tylko na jedną tabelkę w materiałach marketingowych.
Skoro ryzyko jest wyraźnie wyższe niż w ETF-ach na szeroki świat rozwinięty, naturalne pytanie brzmi: kiedy taka ekspozycja rzeczywiście ma sens?
Kiedy taka ekspozycja ma sens dla polskiego inwestora
Najczęściej widzę trzy sensowne scenariusze. Po pierwsze, jako dodatek do globalnego rdzenia portfela, a nie jego jedyna część. Po drugie, jako świadome dociążenie portfela, jeśli ktoś chce większej ekspozycji na wzrost gospodarek rozwijających się i akceptuje większą zmienność. Po trzecie, jako długoterminowy komponent dla osoby, która inwestuje na 5 lat i dłużej, a nie próbuje wyciskać wyniku w najbliższych kwartałach.
Nie traktowałbym jednak tych funduszy jako substytutu całego portfela. Ja widzę je raczej jako satelitę wokół szerokiego ETF-u globalnego albo rozwiniętych rynków. Taki układ jest po prostu bardziej odporny na to, że jeden region przez kilka lat zachowuje się słabiej niż reszta świata. Jeśli ktoś już ma duży udział Polski, Europy albo pojedynczych branż, emerging markets może być sensownym sposobem na rozluźnienie tej koncentracji.
Wersja accumulating jest zwykle wygodniejsza, jeśli myślisz o długim horyzoncie i nie potrzebujesz gotówki z dywidend. Wersja distributing ma sens wtedy, gdy chcesz regularny przepływ pieniędzy, ale nie jest to automatycznie lepszy wybór. W praktyce liczy się to, czy dystrybucja wspiera Twój plan inwestycyjny, a nie to, czy brzmi atrakcyjniej w folderze produktu.
Jeżeli już wiesz, że ten segment ma miejsce w Twoim portfelu, przed zakupem sprawdziłbym jeszcze kilka rzeczy bardzo dosłownie.
Zanim kupisz pierwszy fundusz, sprawdź te trzy rzeczy
- Czy kupujesz wersję accumulating czy distributing i czy to odpowiada Twojemu planowi reinwestowania.
- Jaki jest realny koszt wejścia, czyli TER albo OCF, spread na konkretnej giełdzie, prowizja brokera i koszt przewalutowania.
- Czy benchmark to standardowy emerging markets, czy szerszy wariant z małymi spółkami, taki jak IMI.
Jeśli te trzy elementy masz uporządkowane, wybór przestaje być przypadkowy. W praktyce właśnie to robi największą różnicę: nie chwytliwa nazwa funduszu, tylko indeks stojący za produktem, całkowity koszt wejścia i to, czy dana ekspozycja pasuje do reszty portfela. W przypadku funduszy na rynki wschodzące uczciwe oczekiwania są ważniejsze niż pogoń za prostą obietnicą wysokiego zysku.